czwartek, 7 listopada 2019

Część 10

Oficjalnym powodem nieobecności Petera w szkole była trzymiesięczna wymiana zagraniczna. Co prawda w tej szkole nikt z Wielkiej Brytanii się nie pojawił, ale jakoś nikt się nie przejmował takim szczegółem. W tym czasie pozostali uczniowie zdołali się dowiedzieć, że Peter mieszka razem z Avengersami. Kiedy do sieci trafiło zdjęcie Petera i Natashy przy kuchennym stole, znalazło się tylko jedno słowo, które powstrzymało ciekawskie pytania i wszelkie plotki. Stark.
Jakieś dwa dni przed powrotem Petera do szkoły, Tony złożył jego klasie krótką wizytę. Nie tylko opowiedział o tegorocznym programie stypendialnym, ale i dla przykładu ukarał jednego z uczniów za publiczne nazwanie Petera kłamcą. A właściwie zagroził, że go ukarze, ale w jego ustach to było jedno i to samo. Tak, czy inaczej, gość może się pożegnać z nominacją do wakacyjnego programu stypendialnego. W skrócie: Pokazał, że nawet w szkole Petera ma władzę. Co prawda całe zajście mogło się obrócić przeciwko Peterowi, ale ryzyko takiej ewentualności było znikome.
Poza tym Peter nie był specjalnie skupiony na tym co się dzieje, jakoś od poprzedniego wieczora, kiedy Steve po kilku godzinach nieobecności w domu wrócił w znakomitym nastroju, z pudłem ze sklepu ceramicznego pod pachą. Później zamknął się u siebie w pokoju, prawdopodobnie z arsenałem jedzenia i wody, bo od tamtej pory nikt go nie widział.
- Parker!
Peter podskoczył na dźwięk swojego nazwiska. Niewiele myśląc, podniósł głowę znad podręcznika.
- Słucham, pani profesor? - wyjąkał, spoglądając na nauczycielkę.
- Pytałam, czy mógłbyś streścić nam ostatnie czytanie. - powiedziała spokojnie.
- Tak, oczywiście. - pokiwał głową, przekręcając stronę, uświadamiając sobie, że ma totalną pustkę w głowie. - To znaczy, nie… Proszę wybaczyć.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęła się do niego ciepło. - Jacyś inni chętni?
W klasie zapadła cisza. Większość nauczycieli nie karała już Petera kozą za nieprzygotowanie, bo to zdarzało mu się bardzo rzadko. Dlatego koledzy z jego klasy przyzwyczaili się, że oni mogą sobie na to pozwalać, bo przecież mają lepsze zajęcia niż odrabianie lekcji.
- Niestety, nie możemy sobie pozwolić na powtórzenie tematu, ale musicie to nadrobić do następnej lekcji. - powiedziała, ledwie się poruszając, jak zawsze, kiedy przemawiała do całej klasy. Kiedyś Peterowi wydawało się to przerażające, bo kiedy tak mówiła, poruszały jej się tylko usta. Z czasem się do tego przyzwyczaił. A nawet… czasami przestawał słuchać tego, co mówi.
- Co się dzieje? - zapytał Ned półgłosem. - Jeśli chcesz mogę…
- Nic mi nie jest. - pokręcił głową.
Już raz w taki sposób wyłgał się z lekcji. Ned odprowadził go na parking, skąd Happy zabrał go do domu. Nie zadawał pytań. Po prostu pozwolił mu spać aż do dotarcia do kwatery głównej. Peter był mu za to wdzięczny. Zarówno Happy, Tony, jak i Natasha nie zadawali mu pytań, jeśli widzieli, że nie chce na nie odpowiadać. Ale i wiedzieli, kiedy chce się wygadać i wtedy pytali. Niebywałe jak szybko do tego przywykł.
Po powrocie do domu Peter dowiedział się, co tak naprawdę kombinował Steve.
- Robiłem je przez całą noc. - oznajmił, wyjmując pomalowane kubki z piekarnika.
Peter wziął do ręki ten ze swoim imieniem. Uśmiechnął się na widok chemicznego schematu, jaki sam kiedyś narysował nad przepisem na płyn sieciowy.
- Jaka cisza… - powiedział w końcu. - Nie wiem, czego oczekiwałem.
Machnął ręką, kręcąc głową. Peter spojrzał na Tony’ego, który zaczął układać nowe rzeczy w szafce, jakby to była zwykła wymiana zastawy.
- I koniec tematu. - wymamrotał wychodząc kuchni.
- Steve, są świetne! - krzyknęła za nim Wanda, ale on nie odpowiedział.
- Chyba się nie obraził… - Stark wzruszył ramionami.

Peter lubił czytać w łóżku, szczególnie w piątki, kiedy w sobotę nie idzie do szkoły. Wiedział, że Vision za ścianą przeszukuje Internet, starając się zostać kulinarnym Betovenem. Co prawda jego eksperymenty wywołały już dwie biegunki i cztery bóle brzucha, ale nie było mowy o braku wsparcia.
- Peter, gaś już światło. - rozkazał Tony, zaglądając do jego sypialni w swojej fioletowej piżamie.
- Jeszcze chwilę. - odpowiedział, nie spuszczając spojrzenia ze strony.
- Pete, wiesz, że jutro o szóstej rano idziesz biegać ze Steve’m i Wilsonem. - westchnął, wchodząc do środka i wyrywając książkę z jego rąk.
Peter spojrzał z zaskoczeniem, jak jego egzemplarz „Dumy i Uprzedzenia” ląduje idealnie grzbietem do góry. Czyżby trenował.
- Ale… - zaprotestował, ale Tony pokręcił stanowczo głową i usiadł na skraju jego łóżka.
- Żadne „ale”. - pokręcił głową. - Od tygodnia nie przespałeś pełnych ośmiu godzin. Najwyższy czas, żebyś to nadrobił.
- Powiedział ten, co przesiaduje całe noce w garażu. - wywrócił oczami.
- Ja to co innego. - pokręcił głową, okrywając Petera kocem. - Znowu mam Ci zrobić ten wykład o melatoninie?
- Dzięki, nie trzeba. - wymamrotał.
- Dobranoc. - powiedział cicho, odgarniając mu włosy z oczu.
-A Ty idziesz spać? - uniósł brwi, nie odpowiadając na jego pożegnanie.
-Jak tylko skończę poprawiać przemowę na prezentację. - obiecał. - A potem już się kładę. Słowo Mściciela.

Sobotni poranek zaczął się od biegania. Typowe. Co prawda większość nastolatków pewnie by marudziła, ale Peter zdecydowanie to lubił. Peter jako jedyny w klasie miał uformowany plan dnia. Bieganie, nauka i lekcje, patrol, telewizja. I tak co sobotę.
- Idziesz do pracy? - zapytał Sam, kiedy zastał Natashę z jednorazowym kubkiem kawy.
- Tak, musimy wyrobić normę. - kiwnęła głową.
Peter skrzywił się z niesmakiem.
- Mamy oglądać telewizję wieczorem. - zaprotestował Peter, kiedy stanęła naprzeciwko niego.
- Wiem, zdążę wrócić. - pokiwała głową. - Obejrzymy ten film. Wiem, że obiecałam. To na razie, chłopaki!
Minęła ich, a Sam spojrzał na Steve’a, który gapił się na niego z zastanowieniem.
- Co jest? - wydyszał, sięgając po wielka butlę z sokiem.
- Mówiłeś, że masz dzisiaj grupę wsparcia. - zauważył.
- Tak, ale dopiero o jedenastej. - wzruszył ramionami. - Oj daj już spokój, nie musisz mnie pilnować.
Peter uśmiechnął się pod nosem. Uwielbiał te momenty.