środa, 3 lipca 2019

Część 4

Ani...
Z okazji urodzin najlepsze życzenia.

Peter siedział na podłodze w szkolnym korytarzu. Już powoli przyzwyczajał się do swojego nowego życia. O zmianach warunków jego zamieszkania wiedział tylko Ned i dyrektor szkoły. Reszta nie musiała. Pan Stark, a raczej Tony, jak Peter uczył się go nazywać, w pełni pozostawił jemu tę decyzję. Żadnych sugestii, żadnego zbędnego gadania. Tylko spokój.
Nadal odczuwał skutki wyziębienia. Może nie tak bardzo jak jeszcze w Boże Narodzenie, ale dzisiaj po raz pierwszy od bardzo dawna wyjdzie na ulicę w kostiumie. Wczoraj Doktor Cho i Bruce zrobili mu testy sprawnościowe, żeby sprawdzić, czy na pewno sobie poradzi. Wszystkie przeszedł pomyślnie, ale nikt z nich na niego nie naciskał.
- Trzymaj, był tylko taki. - usłyszał głos Neda, który przyszedł z butelką soku w ręku.
- Dzięki. - powiedział cicho.
Jabłkowy. Sam przyzwyczaił go do pomarańczowego. Zawsze musiał być w lodówce. Zawsze dbał o zapas. Nie rozumiał o co z nim chodzi, ale na razie o to nie dbał. To po prostu było jedno z kolejnych dziwactw jednego z mieszkańców Kwatery Głównej. Co prawda nie był jednym z tych (tak jak Natasha, albo Steve), który wymówili wynajem mieszkań, ale wszystko, co się tam działo było znaczącym elementem jego życia.
- Zostajesz na trening drużyny naukowej? - zapytał Ned, wytrącając go z zamyślenia.
- Tak, potem Natasha po mnie przyjedzie i zabierze na zajęcia. - odpowiedział od niechcenia.
Peter nie wiedział, co się stało Nedowi. Normalnie był bym zafascynowany, a teraz? Zachowywał się jakby to stało się czymś normalnym. Bo dla Petera to już było czymś normalnym.
May dała mu do zrozumienia, że nie chce już go znać. Że jest zamkniętym rozdziałem jej życia. Petera to bolało. Zawsze starał się ją chronić. Kiedy się dowiedziała, zdecydowała zerwać ich więź. Koniec tematu.
Ned zadziwiająco szybko nauczył się używać eufemizmów. Patrol to zajęcia stażowe, przekazywanie danych policji to sprzątanie laboratorium i tak dalej. Poza tym po cichu go wspierał. Był po prostu przyjacielem. Takim, jakiego Peter zawsze potrzebował. I potrzebuje dalej.
Peter spojrzał na Flasha, który stał w towarzystwie „elity” z drużyny futbolowej. Wywrócił oczami, kiedy poczuł skręt w żołądku. Nie chciał z nim zatargów. Po latach nauczył się go ignorować. Zaczepiał go, bił, dręczył. Nic nie mógł z tym zrobić. Nie naśle na niego Spider-Mana. To nie byłoby w porządku.
- Peter! Dzwonek!
Nie odpowiedział, tylko wstał z podłogi, ustawiając się w kolejce do klasy. Nie pamiętał, kiedy ostatnio zachowywał się tak cicho na lekcjach. Nawet nie przekazywał Freddy’emu karteczek z podpowiedziami, który co prawda był trochę tępawy, ale w przeciwieństwie do Flasha przynajmniej był dla niego miły. Wiele razy pomagał mu w klasówkach, na przerwach tłumaczył mu zadania, a on uprzejmie ratował go przed głodem, oddając część swojego drugiego śniadania (jeśli Peter swoje stracił).
Peter wszedł do klasy w towarzystwie swoich kolegów. Nic się nie działo. Po prostu usiadł w ławce. Nie chciało mu się nawet pożyczać laptopa od Neda i oglądać filmików w Internecie. Dzień bez technologii zrobił swoje, dzięki Steve’owi oczywiście.

Po treningu drużyny naukowej Peter wyszedł na parking. Pomachał Nedowi, który wsiadał do samochodu swojej mamy. Jak w zegarku, Natasha podjechała pod szkołę dosłownie minutę po czwartej. Dobrze, że przynajmniej nikt jej nie zauważył. Wyrok odroczony.
- Cześć, jak poszła kartkówka? - zapytała, kiedy zamknął za sobą drzwi.
- W porządku. - kiwnął głową. - Było łatwiej niż mi się wydawało…
Zachichotał nerwowo, a Natasha spojrzała na niego z uprzejmym uśmiechem. Miała na sobie swoje „robocze” ubranie. Nie kombinezon Czarnej Wdowy, tylko jedną z szarych garsonek, którą wkładała do pracy w Stark Industries.
- Steve robi tortillę na obiad. - oznajmiła, nie zdejmując spojrzenia z drogi. - Potem podrzucimy Cię do stacji metra i wracamy do firmy.
Stanęła na czerwonym świetle i spojrzała w jego twarz z matczyną troską.
- Jesteś pewien, że chcesz wrócić do patrolowania właśnie dzisiaj? - zapytała cicho. - Wiesz, że możesz jeszcze trochę poczekać.
- Nie… - pokręcił głową. - I tak musiałbym kiedyś wrócić. Lepiej dzisiaj, niż później. Czytałem gazety. Zauważyli, że mnie nie ma.
Natasha pokiwała ze zrozumieniem głową. Nie martwiła się o jego pracę domową. Kiedyś, po zerwanej nocy w laboratorium odrobił zadanie  z rozszerzonej fizyki przy śniadaniu.

- Dobra, młody. - westchnął Tony, stawiając przed Peterem torbę z kostiumem. - Przeinstalowałem Karen. Jedno Twoje słowo, a dzwoni tutaj. Jeśli stanie się coś, co Cię przerasta, wystarczy powiedzieć. Ktoś z nas przyleci i Ci pomoże.
- Dzięki, Tony. - powiedział Peter, kiedy Steve zabrał pusty talerz sprzed jego nosa.
- Dobra, leć się przebrać. - kiwną głową. - Zaczekamy na Ciebie.
Kiedy wybiegł z jadalni, Natasha stanęła obok Tony’ego i spojrzała na niego z uwagą.
-Jesteś pewien, że powinien wrócić do tej roboty właśnie dzisiaj? - zapytała półgłosem.
-Nie wiem. - wzruszył ramionami. - Chce tego. Jeśli nie będzie sobie radził, zadzwoni. Wątpię, żeby telefon domowy się odezwał, ale niech na wszelki wypadek ktoś przed nim siedzi.
-Zajmę się tym. - zapewnił go Steve, wkładając brudne talerze do zlewu. - I tak mam zrobić projekt broszurki na targi.
- A, tak… - Stark złapał się za głowę. - Już od miesiąca suszę Ci głowę.
- A te targi nie będą przypadkiem za pół roku? - Sam zmarszczył brwi, podnosząc głowę znad tabletu Wandy.
-Tak, ale wolę być przygotowany. - pokiwał głową. - Znacie zasady. Dzwoni młody, mówi co się dzieje nie tak, organizujecie się na szybko i lecicie. Mniejszy odrzutowiec sprawny. Sprawdzałem wczoraj, ale oby nie zadzwonił. Jak znam życie, zadzwoni tylko, jeśli będzie się działo coś naprawdę nie tak. Kiedy ostatnio zadzwonił, magazyn z materiałami budowlanymi zwalił mu się na głowę i oby to się już wcześniej nie powtórzyło. Wiecie co mam na myśli.
- Omawialiśmy to wczoraj. - Sam machnął ręką.
- Wiem, ale wolę się upewnić, ze wszyscy wiedzą co mają robić.
Sam wzruszył ramionami. Wiedział, że to decyzja Petera, więc ile Natasha by się nie nagadała, to musieli się z tym zgodzić, ale Tony na wszelki wypadek wolał zostawić mu na wszelki wypadek boczne kółka.

- To na razie! - zawołał Peter, wyskakując z samochodu. Wiedział, że musi chwilę poczekać po tym jak odjadą, dlatego stanął przy ścianie.
- Widzimy się na kolacji! - zawołał Tony, kiedy Peter zatrzasnął za sobą drzwi.
Pojechali dalej, a kilka sekund później wskoczył na szczyt pociągu. Odkąd nie zabierał na patrole swojej komórki, ta była w znacznie lepszym stanie.
W trakcie patrolu nic się nie działo. Kilka napadów, drobnych kradzieży i zagubiona starsza pani z demencją, która wyszła z domu i zapomniała gdzie jest, więc odprowadził ją na posterunek policji, żeby zabrali ją do domu.
Aż do samego wieczora.
Na początku usłyszał krzyki. Bardzo głośne, ale jednocześnie stłumione. Jakby z zamkniętej przestrzeni. Rozejrzał się i zobaczył jak z mostu zsuwa się jedna z przyczep. W jej kontenerze byli ludzie. Kto tak przewozi ludzi.
- Już biegnę! - zawołał.
Miał prosty plan. Przytrzymać ciężarówkę i przyczepę. Odczepić jedno od drugiej, popchnąć ciężarówkę i wyciągnąć przyczepę.
Brzmi prosto, ale i tak to było trudne do zrealizowania. Na początku spoko. Kierowca ciężarówki był bezpieczny. Słyszał co mówią ludzie, jak krzyczą, żeby wezwać policję i ekipy ratunkowe. Ale ich musiał uratować. Nie wiedział kto jest w środku. Ale uratować ich musiał.
Na razie trzymał ich na sieci, ale to z sekundy na sekundę stawało się coraz trudniejsze. Nie poradzi sobie sam. Musi poprosić o pomoc.
- Karen… - wydyszał. - Dzwoń do domu.

Widział, jak lecą. Uśmiechnął się, pocieszając się myślą, że nie będzie musiał tak długo wytrzymywać. Będzie mógł puścić, pomogą mu uratować ludzi i zabiorą go do domu.
-Młody, jesteśmy na miejscu. - usłyszał Głos Tony’ego. - Wiemy co się dzieje. Przewozili w ten sposób nielegalnych imigrantów. Poczekaj jeszcze chwilę.
-To ciężkie. - wydyszał.
-Tak, wiem. - usłyszał głos Steve’a, który starał się zachować spokój. - Ja i Tony wydostaniemy ludzi, wtedy puścisz i Sam Cię stąd zabierze. Wszystko będzie dobrze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz