- Pakujcie się. - rozkazał Stark, obejmując spojrzeniem pokój Petera i miejsce Natashy. - Musicie uciekać.
- Każesz nam się pakować, ale nie mówisz dlaczego. - wykrztusiła.
- Ross wie, że Peter jest Spider-Manem. - powiedział cicho. - Chce go zabrać do Tratwy i przeprowadzić jakieś testy. Nie wiem jakie, ale raczej nie będzie łagodnym „Wujkiem Tedem”.
Natasha wybałuszyła oczy, patrząc na niego z zaskoczeniem.
- Przygotowałem Wam lewe papiery. Romanoff, nadal masz te swoje kryjówki z czasów KGB i Tarczy? - zawołał, patrząc, jak Peter wkłada do torby swoją granatową bluzę. - Nie, tego nie bierz! Za bardzo charakterystyczne.
-To moja ulubiona bluza. - zaprotestował.
-Wiem. - pokiwał głową. - Kiedy wrócicie będziesz mógł dalej w niej chodzić, ale teraz musisz ją zostawić. Gdzie są najdalsze?
Natasha była już gotowa. Wiedziała, że to pytanie jest skierowane do niej. Miała dwie torby. Na Bóg wie na jak długo. Zaskakująco mało rzeczy.
- Europa? - zapytał cicho, patrząc w jej twarz.
- Rosja, Czechy, Niemcy, Wielka Brytania… - wymieniała, wzruszając ramionami.
- Ustal trasę, poruszajcie się linią ekonomiczną… - powiedział. - Czego potrzebujecie?
- Gotówki. - odpowiedziała szybko, zabierając telefon Petera i odkładając go na szafkę nocną.
-Mam tam wszystkie zdjęcia. - zaprotestował po raz kolejny.
-Żadnych telefonów, ani kart kredytowych. - zakazała. - Mogą nas namierzyć. Weź Kartę Pamięci. Nie ma żadnych nadajników.
Peter siedział na jednym z foteli, patrząc jak Natasha kreśli coś na mapie świata. Było za dużo linii. Nie wiedział co oznaczają.
- Dokąd lecimy? - zapytał.
- Do Tokio. - odpowiedziała, odwracając się do niego. - Ale to tylko przesiadka. Później do Rumunii. Spędzimy tam jedną noc. Musimy zmienić wygląd.
Peter zamrugał, patrząc na nią ze smutkiem. Pozwoliła mu zabrać kartę pamięci, ale nie powiedziała, jak będzie można odtworzyć to, co na niej jest.
- To konieczne? - skrzywił się z niesmakiem. - A… Gdzie zamieszkamy?
- W Londynie. - odpowiedziała. - Mam tam przyjaciela, pracuje dla MI6. Kiedy trafimy do Czech, zabierze nas. Wiem, że jego trupa…
- Trupa? - skrzywił się z zaskoczeniem.
- Cyrkowa. - uśmiechnęła się do niego i położyła dłoń na jego policzku. - To niezły środek transportu. Nie kontrolują ich na przejściach granicznych. Mają własny pociąg. To nie pierwsza klasa, ale będziemy mogli się dobrze przespać.
Natasha wyszła z łazienki z ręcznikiem na głowie. Skrzyżowała ramiona na piersiach i spojrzała na Petera, który leżał na łóżku w tanim motelu, przeglądając wydruki ze swojego telefonu. Zahaczyła o punkt ksero, kiedy kupowała farbę do włosów. Jeśli Peter dobrze będzie się krył z tymi wydrukami, nikt nie zwróci na nich uwagi.
- Jak się trzymasz? - zapytała, siadając przy nim.
- Trochę dziwnie. - wzruszył ramionami. - Nigdy nie byłem poza Nowym Jorkiem dłużej niż kilka godzin. Ile to ma potrwać?
Spojrzał na nią z nadzieją w oczach. Liczył, że to nie będzie długi przedział czasu. Natasha zaczerpnęła głęboki oddech i usiadła obok niego, obejmując go ramieniem.
- Możliwe, że nawet rok. - powiedziała cicho. Rok? Czyli kiedy wrócą, będzie miał prawie siedemnaście lat. - Co dwa tygodnie będę się kontaktować z Tony’m. Powie nam, czy jest bezpiecznie. Nauczyłeś się życiorysu?
-Jesteś Natalia Davidson, pracowałaś jako sekretarka w firmie serwisowej w Burbank. Jesteś moją macochą. Uciekamy od Twojego męża, który bił nas oboje. Ja jestem jego synem z poprzedniego małżeństwa. Nazywam się Peter Davidson i chodziłem do liceum w North Hollywood.
- Jak masz mnie nazywać?
- Nat. Albo Natalia. Nigdy Natasha.
- Świetna robota. - pochwaliła.
Wzięła głęboki oddech, przeczesując jego włosy palcami. Teraz krótsze i wyprostowane wydawały jej się dziwnie obce.
- Na jaki kolor farbujesz włosy? - zapytał po dłuższej chwili ciszy.
- Blond. - odpowiedziała. - Wszyscy kojarzą mnie od rudego.
- Lubię rudy. - wymamrotał, wtulając się w jej ramię. - Pasuje Ci. Będzie mi się trudno przyzwyczaić.
- Przyzwyczaisz się. - pocieszyła go. - To nadal ja.
Natasha postawiła walizkę u stóp Petera i spojrzała na niego z niepokojem. Mieli za sobą koszmarną i wyczerpującą podróż. Z miasta do miasta. Z lotniska na lotnisko… z dworca na dworzec. Teraz znaleźli cyrk… Ale nie wiedzieli, czy ich zabiorą.
- Zaczekaj tu chwilę. - powiedziała. - Z nikim nie rozmawiaj. Jeśli ktoś Cię o coś zapyta, udawaj, że nie rozumiesz. Zaraz wrócę.
- Jasne. - pokiwał głową. - A czy…
- Chcę tylko z nim porozmawiać. Jeśli nas nie zabiorą… Poszukamy innego wyjścia.
Peter pokiwał głową i patrzył, jak odchodzi. Powtarzał sobie w myślach co ma mówić, kiedy zadają mu na granicy te same pytania. Natasha mu mówiła, że to ważne. A on jej ufał.
Patrzył jak Nat odchodzi i zaczepia jakiegoś faceta. Otworzył szeroko usta, kiedy on objął ją i poklepał po plecach z wyraźną ulgą. Potem rzucił Peterowi szybkie spojrzenie i pokiwał głową.
Natasha podbiegła do niego i chwyciła jedną z dwóch walizek.
- Chodź, zabieramy się z nimi.
Peter poszedł, trzymając ją za rękę. Oboje wsiedli do pociągu. Zaraz za tym facetem. Przypominał mu Thora. Śniadego Thora z brytyjskim akcentem.
- Jest bezpiecznie, możemy rozmawiać. - powiedział ten facet, zasuwając drzwi wagonu. - To jest ten Wasz uczeń?
- Tak, To jest Peter. - pokiwała głową. - Peter… To jest Cole. Pracuje dla MI6.
- Miło mi. - wymamrotał.
- Właśnie mówiłem Nat, że wszyscy w tym pociągu to szpiedzy. Cyrk to niezła przykrywka. Możemy rozpracowywać przemytników i nikt nas o nic nie podejrzewa. - wyjaśnił, wskazując im miejsca na kanapie przykręconej do podłogi. - Z tyłu są klatki, Sypialnie są w siedmiu wagonach, Jedna pusta. W każdym wagonie są cztery sypialnie. Zmieścicie się w tę psutą. Mamy po drodze jeszcze trzy misje, zanim wrócimy do Londynu, minie pięć dni. Poproszę Lizzy, żeby Was oprowadziła, kiedy skończy karmić.
- Lizzy? - powtórzyła Natasha, z wyraźnym zaskoczeniem.
- Ma szesnaście lat, tresuje tygrysy. - odpowiedział, przechodząc do części kuchennej i wlewając wodę do czajnika. - Zrekrutowana do CIA rok temu, bardzo zdolna, zaraz potem skończyła szkołę w trybie przyśpieszonym. Nie zabija, ale strzela niesamowicie. Inteligentna. Prowadzi tutejszą biblioteczkę. Ostatnio jeden burmistrz zapłacił nam w starych książkach… Wybierzesz sobie kilka. Słyszałem, że masz tylko jedną.
Peter potrzebował chwili, żeby się zorientować, że dwa ostatnie zdania są skierowane do niego. Otworzył usta, patrząc na niego z zaskoczeniem.
- Eee… Dziękuję. - wychrypiał.
Lizzy okazała się szczupłą, ładną dziewczyną z długimi brązowymi włosami. Wyglądała na miłą. Mogła być nawet w wieku Petera, co nieźle go zaskoczyło.
- Łazienka jest tutaj, tutaj robimy pranie, a tutaj jest salon. Mamy nawet telewizor. - wyjaśniła, wskazując drzwi za drzwiami. - Antonia poznasz dopiero jutro, bo po jedzeniu zwykle śpi. Nie bój się, nie jest tak groźny, jak się wydaje. Jest całkiem milutki.
Wzruszyła ramionami, wchodząc do jednego z pomieszczeń.
- A tu jest czytelnia. - powiedziała, wskazując na dosyć pokaźny regał z książkami. - Mamy głównie powieści w trzech językach, ale znajdzie się jeszcze kilka podręczników akademickich sprzed dwudziestu lat. Cole mówił Wam, jakie są zasady?
- Zasady? - powtórzył zszokowany.
- Jasne. - wymamrotała, ale zaraz otrząsnęła z siebie tę niewielką odrobinę sarkazmu. - Kiedy jedziemy, możecie się poruszać po całym pociągu. Kiedy stoimy, siedzicie w sypialni. Widziałeś już Wasz pokój?
- Tak, przytulny. - pokiwał głową. - Jak… Czemu jesteś szpiegiem? Nie wolałabyś po prostu chodzić do szkoły?
- Połowa mojej rodziny to szpiedzy. - wyjaśniła, sięgając po jedną z wysłużonych książek, odpinając zaczep podtrzymujący ją na półce. - A moja pierwsza misja była właśnie w szkole. Powiedzmy, że już się z tym pogodziłam. Trzymaj. Warto zacząć do tej.
Peter wziął do ręki książkę i spojrzał na okładkę. Uśmiechną się na widok autora.
- Oczywiście możesz ją zatrzymać. - powiedziała szybko. - Mamy jakieś trzy egzemplarze…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz